Lubiąż. Mroczne tajemnice opactwa

Lubiąż. Mroczne tajemnice opactwa, T. Bonek

Poszukiwanie złota nazistów
i podziemnej fabryki

 Tajne operacje SB. Skarb wart miliony sprzedany przez bezpiekę na Zachód

 Nieodkryte skrytki z dziełami sztuki

Drugie życie  mnichów oraz sekrety Willmanna, śląskiego Rembrandta


Prawie trzy razy większy od Wawelu. Drugi co do wielkości obiekt sakralny w Europie – ustępuje tylko hiszpańskiemu Eskurialowi. Perła baroku. Ten skarb nie znajduje się gdzieś na końcu świata lecz w Polsce, na Dolnym Śląsku, tuż pod Wrocławiem. To opactwo pocysterskie w Lubiążu. Okradzione ze wspaniałych dzieł sztuki, z których sporo mogłoby do niego wrócić, bo wiadomo, gdzie są, ale to niemożliwe, bo od stuleci fatum ciąży nad klasztorem. Z ponad 300 sal wyremontowano dotąd zaledwie kilka. Tuż po upadku komuny, władze państwowe oddały zabytek w podejrzane ręce. Wcześniej agenci SB i oficerowie WSW szukali tu skarbów i niszczyli go koparkami. Nieprofesjonalni naukowcy dopuścili się zaniedbań. Dewastowała go Armia Czerwona i naziści, którzy nie wiadomo co tu tak naprawdę robili. Pech prześladuje Lubiąż już od dwustu lat. Obiekt, który powinien być taką atrakcją jak np. Wersal, stoi pusty, zapomniany, z dala od turystycznych szlaków. I nawet PKS go omija, a prawie każdy decydent mówi, że to nie jego problem.

Mnisi z Lubiąża zarządzali kilkunastoma wsiami, browarami, gospodarstwami. Odgrywali ogromną rolę w życiu kulturalnym regionu. Byli znawcami Arystotelesa, mecenasami sztuki no i politykami, którzy wpływali na wiele księstw. W pewnym momencie historii znajdowała się tu największa biblioteka w tej części Europy. To tu powstawały też najwspanialsze malarskie działa śląskiego baroku. Nawet dziś zespół obiektów pocysterskich to nadal najwspanialszy zbiór zabytków architektonicznych w Polsce. Fundacja Lubiąż, która jest teraz właścicielem obiektu, robi co może, by ratować go przed niszczeniem. Przez lata udało jej się wymienić dach o powierzchni, bagatela, ponad dwóch boisk piłkarskich i odrestaurować najważniejsze sale opactwa. Udostępnia go też turystom i promuje, gdzie tylko i kiedy się da. A jest się czym chwalić. Jest się też czego wstydzić… Problem w tym, że sprawców tego wstydu i skandali otaczających Lubiąż było na przestrzeni dziesięcioleci tylu, że dziś nie można już wskazać jednego winnego. Mnóstwo osób przyłożyło się do tego, że takiej klasy zabytek nadal nie może odzyskać swojego dawnego blasku i nie jest perłą w polskiej koronie.

O tym przerażającym nieszczęściu, pechu i fatum prześladujących Lubiąż od wieków najdawniejszych po dzisiaj, jest właśnie ta książka. Piszemy o mroczne dzieje lubiąskiego opactwa. Przedstawiamy, dlaczego do dzisiaj stoi puste i tylko wiatr hula po jego zamkniętych na co dzień korytarzach. Wyjaśniamy, co przeraziło tu Michaela Jacksona i kilku innych potencjalnych inwestorów.

Przenosimy się do burzliwych lat transformacji w Polsce, by pokazać jak obiekt został wmieszany w aferę Art-B, a wcześniej oficer wrocławskiego SB mamił dziennikarzy opowieściami o rzekomych skarbach tu zdeponowanych i wojennych zbrodniach, jakie miały zostać popełnione w jego podziemiach. To zbudowało wokół obiektu legendę, która tylko doprowadzała go do ruiny.

Wracamy do PRL-u i pokazujemy gorączkę złota, jaka ogarnęła poszukiwaczy skarbów z Wojska Polskiego, SB, WSW oraz z zagranicy – wszyscy liczyli, że odnajdą tu warty miliardy dolarów depozyt banków Festung Breslau, tzw. złoto Wrocławia. Przez tę rządzę i nieodpowiedzialną zabawę w Indianę Jonesa niszczyli tu wszystko, co się dało.

Przypominamy mało znaną historię odkrycia skarbu w klasztorze i jego skandalicznej sprzedaży przez bezpiekę w zachodnich antykwariatach.

Opisujemy czasy II wojny światowej, kiedy to naziści, stworzyli w budynkach pocysterskich fabrykę zbrojeniową i ośrodek badawczy, oddział firmy Telefunken.

W końcu opowiadamy o czasach najdawniejszych, gdy pierwszą na świecie korporację finansową – zakon cystersów – doprowadzono do ruiny.

Odkrywamy dzieje Michała Willmanna, zwanego śląskim Rafaelem, słynnego i utalentowanego malarza baroku, który tworzył arcydzieła, ale też dopadł go pech. Jednak dopiero po śmierci.

Cofamy się również do wojen Husyckich i Trzydziestoletniej, kiedy to Lubiąż najpierw budował swoją potęgę, by już za chwilę popadać w ruinę i paść np. ofiarą nonszalancji arystokraty, który, ot tak sobie, podarował go żonie.

Pech przewija się przez te wszystkie historie. Ma jednak wspólny mianownik: zespół cysterskich obiektów przez stulecia borykał się z problemami, bo był od zawsze… za duży. I to jest właśnie jego przekleństwo. Albo uważano, że muszą się w nim znajdować niesamowite bogactwa i go nieustannie rabowano, albo nie było, i nie ma do dzisiaj, wystarczających środków na jego odrestaurowanie.

O tym wszystkim jest nasza książka, której nie byłoby bez wsparcia marszałka województwa dolnośląskiego, Rafała Jurkowlańca oraz burmistrza miasta i gminy Wołów, Dariusza Chmury, którym nie jest obojętny los Lubiąża, za co im dziękujemy.

Specjalne podziękowania należą się też Michałowi Pulitowi z Fundacji Lubiąż, który umożliwił nam dokładne poznanie opactwa, Joannie Lamparskiej za zaszczepienie zamiłowania do tematu, Wojciechowi Iwanyszczukowi za pomoc w przygotowaniu fotografii i Dagmarze Turek-Samól za wspieranie koncepcji całego projektu.

Tą publikacją, co tu dużo mówić, „wkładamy kij w mrowisko”. Liczymy na to, że nasza praca, śledztwa dziennikarskie, których efektem jest ta książka, ponownie zwrócą uwagę władz państwowych, samorządowych, biznesu, historyków sztuki, miłośników Dolnego Śląska na najważniejszy zabytek architektoniczny w Polsce, który może – naszym zdaniem – stać się ikoną tego regionu i całego kraju. Wierzymy, że dzięki nam wszystkim, już wkrótce, Lubiąż odzyska swój dawny blask.

Zapraszamy na wyprawę do Lubiąża i opowieść o tajemnicach tego najbardziej niesamowitego zabytkowego obiektu w Polsce. Przygotowaliśmy serię reportaży o pechu prześladującym cysterski klasztor. Możesz, szanowny Czytelniku, każdy z nich czytać oddzielnie, bądź pozwolić nam prowadzić się przez najciekawsze historie związane z opactwem.